środa, 2 lutego 2011

Myśleć, czuć i działać po chrześcijańsku

zdjęcie: serwis kościół.pl

Światłość świata nie jednego czytelnika zaskoczyła. Z wywiadu wyłania się obraz papieża, jakże odmienny od obrazu medialnego, do którego już się przyzwyczailiśmy. Papież staje w „nagiej” prawdzie o sobie, o Kościele i o świecie. Przeciwstawia temu tylko Prawdę o pierwszeństwie Boga. Jego wypowiedź i odsłaniająca się w niej postawa sugeruje, jak mi się wydaje, pewne ważne cechy. Dobrze by się stało, gdyby zostały one przyswojone przez współczesnego chrześcijanina. Warto przeczytać ów wywiad, by posmakować, co to znaczy w dzisiejszym świecie myśleć, czuć i działać po chrześcijańsku.
Myśleć po chrześcijańsku

Benedykt XVI zawsze był postrzegany, nawet przez krytyków, jako intelektualista dużego formatu. I rzeczywiście, w swoich odpowiedziach takim pozostaje, jest obrońcą rozumu i prawdy. Nie jest to jednak rozum dla samego siebie, lecz rozum, który zstąpił do serca; nie jest to prawda, która prowadzi do totalitaryzmu i represji, lecz nieprzywłaszczalna przez nikogo prawda możliwa do realizowania tylko w wolności.

Papież mówi o „zatruciu myślenia” (59). Jak je uzdrowić? Wysiłek chrześcijańskiego myślenia winien na nowo ukazać współczesnym wagę pytania o Boga i jego istotne powiązanie z najbardziej palącymi kwestiami naszych czasów. Co więcej, rozważając różne trudne kwestie odnośnie Kościoła i świata, Benedykt XVI uczy trudnej sztuki pełnej integracji rozumu i wiary, zachęca do syntezy zdobyczy nowoczesności i skarbów Tradycji, łączenia własnych, wątłych sił (a nawet bezsilności) oraz otwarcia na Boże działanie, właściwego traktowania prywatnej opinii i świadczenia o całości Tradycji Kościoła.

Benedykt okazuje się być przenikliwym obserwatorem i dobrym znawcą spraw współczesności. Posiada wiadomości z pierwszej ręki, z całego świata. Nie musi zdawać się na media i ich nieraz jednostronne interpretacje. Dlatego książka papieża pomaga zobaczyć sprawy naszego globu z innej strony oraz, co ważniejsze, obudzić w sobie troskę o cały Kościół i cały świat. Chyba czasem nam jako chrześcijanom tego brak. Tak przygniatają nas sprawy codzienności, sprawy naszych rodzin, może sprawy osiedla, na którym mieszkamy, trochę jeszcze sprawy kraju, że wymyka nam się całość, sprawy całego świata i całego Kościoła. Czytanie papieża to także uczenie się myślenia o całości i troski o całość w perspektywie wiary.

Papież nakreśla ogromną przestrzeń dla myślenia. Kilka razy wskazuje elementy kościelnej rzeczywistości, które trzeba na nowo przemyśleć. Trzeba także podjąć „szeroko zakrojone przemyślenie fundamentów” nowożytności. W szczególności widzi problem nowego formułowania i jaśniejszej prezentacji wiary. Wyraźnie postrzega ogromne zadanie rozróżniania, co jest w chrześcijaństwie istotą, a co historyczną naleciałością; co w świecie jest ceną wartością, a co pozorem i złudzeniem. Tego zadania nigdy nie można poniechać, lecz ciągle wyostrzać narzędzia.

Czuć po chrześcijańsku

Czucie po chrześcijańsku zaczyna się od pokory. Książka ukazuje głęboki realizm papieża w spojrzeniu na siebie samego, na swój wiek i związane z nim ograniczenia; Benedykt XVI z pokorą mówi, że jest „prostym żebrakiem przed Bogiem”. Przyznaje się do niedostatków komunikacji i potrzeby jej polepszenia, do pewnych nieroztropności wynikających z braku medialnego doświadczenia, czy też niedostatków rzymskiej kurii. Zza tych słów wyłania się pokorny i świadomy swych słabości człowiek, który całym sercem przylgnął do Pana i ufa tylko Jemu. I coś bardzo chrześcijańskiego: słabość pozwala mu jaśniej zobaczyć i potężniej odczuć działanie Boga.

Papież w bardzo szczery i prosty sposób mówi o trudnych sprawach Kościoła. Jest świadom wszystkich słabości Kościoła, jego poplątanej nieraz historii oraz skomplikowanej, a nawet skandalicznej teraźniejszości. A jednak ufa i ma nadzieję. Jest to bardzo prosta nadzieja, złożona w Bogu, ufność, że Kościół to Jego dzieło i że Pan będzie przy nim czuwał. Przy tym jest świadomy konieczności działania, administracyjnych rozstrzygnięć i zmian w funkcjonowaniu instytucji. Jest to także istotne, gdyż Bóg ufa człowiekowi.

Działać po chrześcijańsku

W obliczu ogromnych światowych kryzysów papież powraca do podstawowych pojęć i postaw chrześcijańskich: do nawrócenia, ascezy, pokuty, wyrzeczenia, rezygnacji i wzywa, by chrześcijanie dawali przykłady, jak konkretnie realizować takie postawy. Po bankructwie tylu pomysłów i idei stara mądrość wydaje się ukazywać w nowym świetle jako lekarstwo na nowożytny kryzys, który dotyka cały świat, a w szczególności Zachód. Są to skarby naszej religijnej tradycji, których często niedoceniamy, nie rozumiemy, czy też nie umiemy praktykować.

Papież swoją postawą uczy, jak nie zakrywać oczu przed złem, nie tuszować go, nie rozgrzeszać go łatwo, ale stanąć w całej prawdzie. „Wszystko, co jest kłamstwem i zatajeniem musi zostać usunięte” (51). Reakcja na zło wymaga oczywiście stosownych decyzji, ale też czegoś więcej. Konieczne są też pozytywne działania, stwarzanie duchowego klimatu, w którym zło nie będzie mogło się nie tylko rozszerzać, ale także powstać.

I tutaj ważna rzecz: papież nie chce, by ludzie zatracili się w krytykowaniu Kościoła. Krytykowanie musi samo być skrytykowane, bo często prowadzi tylko do zniechęcenia, sceptycyzmu, cynizmu czy ironii. Wobec ciągłych trudności, podmywania autorytetów i kwestionowania wartości, łatwo jest po prostu wszystko zostawić, nie zabierać głosu, ulec zgorzknieniu, cedzić ironiczne słowa i cynicznie się uśmiechać. Papież chce też pokazywać dobro w Kościele i świecie, dobro, które jest przeogromne, ale jakże skrupulatnie pomijane, przemilczane, lekceważone, minimalizowane. Benedykt nie przemilcza zła, ale też nie przemilcza dobra. Może rzeczywiście, na Zachodzie największym zagrożeniem nie jest już dzisiaj przemilczanie zła w Kościele, czy też na świecie, ale właśnie przemilczanie dobra.

W końcu, papież wskazuje, że bycie chrześcijaninem oznacza także zgodę na cierpienie i zdolność do znoszenia sprzeciwu. Ów „czyn” męczeński jest nieodłączny od wyznawania chrześcijaństwa. Wiara, aby była głęboka musi być przecierpienia. To pozwala dawać autentyczne świadectwo. Warto może zastanowić się nad sensem cierpienia i męczeństwa w kontekście medialno-społeczno-kulturowym.

Kończąc lekturę wywiadu z Benedyktem XVI odczułem głębokie pocieszenie i szerokie spojrzenie, które potrafi subtelnie rozróżniać, a przez to unika wszelkich fundamentalizmów. Z tych stron promieniuje prostota, wielki pokój wewnętrzny, mocna nadzieja, zaufanie do Boga. Nie jest to jednak odczucie typu: wszystko jest dobrze, nic nie trzeba robić. Przeciwnie, czytane słowa rozpalają gdzieś w środku zachwyt dla wiary i zapał, by nią żyć oraz po chrześcijańsku (w myśli, czuciu i działaniu) podjąć zadania odważnie nakreślone przez papież.

środa, 19 stycznia 2011

„Trylogia” i pytanie o polskość i patriotyzm

„Psychiatryk” usłyszałem z ust pana siedzącego obok, gdy rozbłysły światła ogłaszające antrakt po pierwszej części przedstawienia „Trylogia” w reżyserii Jana Klaty (Teatr Stary w Krakowie). Rzeczywiście, można poczuć się nieswojo oglądając tę dziwną adapatcję: w kościele (a może lepiej, w Jasnogórskiej Kaplicy), z Matką Bożą w głównym ołtarzu, a na kościele kilkanaście łóżek szpitalnych, na których wylegują się tandetnie ubrani i trochę prostaccy ludzie. Chętnie podejmują tę czy inną rolę, ale szybko się męczą i wygodnie zmieniają pozycję na horyzontalną. Cały pierwszy akt przyzwyczajałem się do tego sposobu przedstawiania narodowej epopei. Wydaje mi się, że jakąś nitkę porozumienia z reżyserem chwyciłem dopiero w drugiej części (moim zdaniem najlepszej), w trzeciej, dosięga człowieka zmęczenie (spektakl trwa z przerwami ponad 4 godziny).

Na pewno nie jest łatwo mówić o sienkiewiczowskim dziele, które tak bardzo mocno tkwi w zbiorowej świadomości i chyba jeszcze głęboko kształtuje polską tożsamość narodową. Łatwo popaść w patos, a ostatecznie w śmieszność. Z jednej strony, Klata zachował dystans, choć nieśmiało ulega urzekającemu pięknu i sprawności narracji mistrza. Słusznie wykacentował rytm wszystkich trzech części powieści (amory, zagrożenie, wezwanie do walki, mobilizacja i galop (na łóżkach), oblężenie jakiejś twierdzy) oraz charakterystyczne dialogi i powiedzenia, które „chwytają za serce”. Z drugiej, reżyser nie boi się krytykować zawartej w dziele Sienkiewicza polskiej ksenofobii, religijnego kiczu, unarodowienia Boga, fanatyzmu, pochwały okrucieństwa, megalomanii i mitologizowaniu heroizmu. Dekonstruuje i bada, jak to wszystko wpływa na kształtowanie emocjonalnego i wyobrażeniowego świata Polaka. W tym procesie niektóre sceny są szczególnie przejmujące, np.: opowieść o nadziewaniu na pal Azji Tuhajbejowicza (a następnie zmartwychwstały Azja strzela wszystkim Polakom w tył głowy – aluzja do Katynia), wspaniała procesja z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej (Matka Boska przyjmuje żywą ludzką twarz i pozwala sobie na komentowanie zachodzących wydarzeń), schodzenie Pana Wołodyjowskiego i pozostałych bohaterów do kanałów (aluzja do Powstania Warszawskiego), kazanie nad trumną pana Wołodyjowskiego.

Podjęcie się zinterpretowania sienkiewiczowskiej „Trylogii” staje się bardzo aktualne w kontekście po 10 kwietnia i sprawy krzyża na Krakowskim Przedmieściu. W dniach żałoby narodowej sięga się po te elementy ikonograficzne i retoryczne, które wszystkim są znane z edukacji szkolnej. Czy one jednak rzeczywiście pozwalają nam twórczo przeżyć trudne doświadczenia? Czy potrafimy odczuwać i myśleć oraz mówić w kategoriach, które oprócz klimatu dają sięgają też do energetycznych zasobów całego społeczeństwa i wprawiają je w ruch? Wydarzenia roku 2010 zmuszają coraz natrętniej do przemyślenia rozumienia patriotyzmu, jego wyrażania, zmuszają do pytań o stosunek do patriotycznej tradycji i retoryki. Poruszano bowiem struny narodowe, próbowano obudzić dawną mitologię, rozrysować wrogów i obrońców polskości. Dzieło Klaty jest dosyć pomocne, by emocjonalnie nabrać dystansu, by zobaczyć, jakie są możliwości podtrzymywania czegoś z tego rezerwuaru dziedzictwa narodowego.

Z spektaklu, jak i całości ostatnich wydarzeń wyłania się pytania o nasze, polskie odniesienie do narodowych mitów, do narracji o naszej historii, do jej rozumienia i przeżywania. Czy w określaniu naszej świadomości oprzemy się na sentymentalnej tradycji, która jest nasycona retoryką oblężonych, uciskanych i prześladowanych? Czy nasza przeszłość, historia, literatura i sztuka czasem nie sprawia, że potrafimy porządkować doświadczenie wedle schematów, które nie pozwalają już twórczo orientować się we współczesnym świecie? Pojawia się pytanie, czy chcemy podjąć naszą przeszłość odtwórczo czy też twórczo, czy chcemy na siłę odtwarzać stare schematy, czy też wypracować jakiś etos polskości, który będzie nas wszystkich łączył, który będzie na tyle pojemny, by każdy Polak (nie koniecznie narodowości polskiej) mógł się w nim odnaleźć, niezależnie liberał czy konserwatysta, katolik, muzułmanin, wyznawca judaizmu czy ateista lub agnostyk? Czy stać Polaków chociażby na to, by cofnąć się i inspirować się wcześniejszą tradycją patriotyzmu wypracowanego w czasach Polski jagiellońskiej, który byłby jednocześnie „patriotyzmem długiego trwania” (J. Kłoczowski)? To, co nazywamy „Polska” nie może funkcjonować tylko wtedy, gdy jest oblężone i „pod zaborami”, ale przede wszystkim jako kraj i społeczeństwo świadome swej wartości, siły i potencjału.

Oczywiście, nie można winić za spotykane dzisiaj formy polskiego patriotyzmu wyłącznie Sienkiewicza oraz dorobku romantyzmu (bardzo krytycznie wypowiadano się na temat ciężaru tego dziedzictwa już na początku XX wieku i dwudziestoleciu międzywojennym). Wiele we współczesnych postawach Polaków względem rozumienia i odczuwania polskości pozostało jako wynik powojennego porządku politycznego (stalinowska wizja Polski dla Polaków i związane z tym przesiedlenia). W tym względzie także cały okres komunistyczny bardzo zaważył na polskiej świadomości narodowej.

Takie i podobne pytania i problemy rodzą się w trakcie i po spektaklu Klaty. Dlatego jego adaptacja „Trylogii” jest intrygująca. Ponieważ nie stroni od nowoczesnych środków wyrazu, z pewnością może przemówić do młodszej publiczności i pobudzić ją do refleksji. O nią właśnie chodzi. Problematyką patriotyzmu trzeba ją zainteresować. Być może przede wszystkim młodzi będą musieli podjąć wysiłek wypracowania nowego rozumienia patriotyzmu, określić na nowo, tym razem w kontekście Unii Europejskiej, pokojowego współistnienia, pluralizmu religijnego i światopoglądowego, znaczenia słów „Polak” i „Polska”.

Polecam przeglądowy artykuł Jerzego Kłoczowskiego oraz inne referaty zawarte w trzech woluminach Patriotyzm wczoraj i dziś, zbiorze referatów wygłoszonych na przestrzeni kilku lat w ramach Seminarium Polskiej Akademii Umiejętności (vol. I-III), Kraków 2003, 2006, 2009.

Eksperyment ekumeniczny ?


Copyright na wszystkie teksty (oprócz fragmentów z Pisma Świętego) i zdjęcia na blogu: Jacek Poznański SJ

sobota, 8 stycznia 2011

Nowe czasopismo o dialogu międzyreligijnym

On January 1, 2011, Dialogue Interreligieux Monastique / Monastic Interreligious Dialogue (DIMMID) will begin publishing Dilatato Corde, an on-line, international, multi-language journal rooted in the Christian monastic experience of interreligious dialogue, an experience shaped by listening, respect, contemplation, and hospitality. The name of the journal is taken from the Rule of Saint Benedict, which invites those who follow the monastic way of life to run the way of God’s commandments with an “expanded heart” (Prologue, 49).

Dilatato Corde will be a medium for information and reflection on the dialogue of spiritual or religious experience, that form of dialogue “where persons, rooted in their own religious traditions, share their spiritual riches, for instance with regard to prayer and contemplation, faith and ways of searching for God or the Absolute” (Pontifical Council for Interreligious Dialogue, Dialogue and Proclamation, #42).

Więcej tutaj

Morze kamieni